Bądź na bieżąco,

zapisz się na newsletter

nie teraz nie, dziękuję
Moje konto Moje konto
Koszyk jest pusty
Szybki kontakt

+48 793 063 010

biuro@vitallife24.pl

Czynne Pn-Pt
9:00-18:00

Nad procesem starzenia się można zapanować

Nad procesem starzenia się można zapanować!

nad_procesem_starzenia_sie_mozna_zapanowac.png

 fot. Katherine Frey/ The Washington Post. Na fot. Jim Pressler w wieku 62 lat

Jim ma 62 lata, ale wygląda na dużo młodszego. Czy to zasługa genów, czy może jego stylu życia? Takie pytanie zadała ekspertom od procesów starzenia jego żona, dziennikarka "Washington Post".

Ten mężczyzna na zdjęciu to mój mąż, Jim. Zawsze wyglądał znakomicie jak na swój wiek, ale teraz prezentuje się naprawdę wyjątkowo. Ma 62 lata. Od dawna uważam, że mój mąż musi mieć wyjątkowo dobre geny. Tyle że teraz, kiedy już przekroczył sześćdziesiątkę, ludzie nie tylko są zaskoczeni, kiedy dowiadują się, ile ma lat, ale też chcą wiedzieć, jak on to robi, że tak świetnie się trzyma. Dlatego zaczęłam podejrzewać, że być może prawdziwy powód leży nie w cechach dziedzicznych, ale w stylu życia.

Jim od dziesięcioleci pracuje na swój wygląd i kondycję według własnej metody. Kiedy miał dwadzieścia lat, nie powołano go do wojska z powodu zbyt wysokiego ciśnienia krwi. – Wiedziałem, że mogę coś z tym zrobić, a nie chciałem zażywać leków – wspomina.

Wzięłam fotografię męża i udałam się do ekspertów zajmujących się odżywianiem, skórą, funkcjonowaniem komórek, procesami starzenia się i genetyką. Ich opinie potwierdzają jednoznacznie, że niezależnie od genów Jim zawdzięcza swój młody wygląd diecie i ćwiczeniom.

– Im jesteśmy starsi, tym większy mamy wpływ na to, jak się czujemy i wyglądamy. W okolicach pięćdziesiątki mniej więcej w 70 proc. zależy to od naszego stylu życia, a w 30 proc. od genów – tłumaczy Michael Roizen z Cleveland Clinic. Roizen od wielu lat bada procesy starzenia się, a swoje obserwacje zamieszcza na popularnej stronie internetowej RealAge.com.

Luigi Ferrucci, dyrektor naukowy National Institute on Aging, potwierdza, że geny to jedynie fragment układanki, i to prawdopodobnie wcale nie ten największy. W swojej wieloletniej pracy Ferrucci miał okazję wielokrotnie przekonać się, jakie czynniki mają największy wpływ na to, jak się starzejemy.

– Nie ma genów, dzięki którym stajemy się coraz młodsi. Zdarzają się za to takie, które pozwalają nam na podjęcie odpowiednich działań w celu spowolnienia procesu starzenia się – wyjaśnia naukowiec.

Przyjrzyjmy się zatem metodom mojego męża. Przede wszystkim Jim wystrzega się tego, co szkodliwe: nie pali, nie wystawia skóry na działanie promieni słonecznych, pije z umiarem. Każdy ze specjalistów, z którymi rozmawiałam, umieścił przynajmniej jeden z tych czynników na liście zalet stylu życia, jaki wybrał  mój mąż.

Poza tym Jim gimnastykuje się w sposób umiarkowany. Ferrucci nazywa ćwiczenia fizyczne najbardziej korzystnym oddziaływaniem na organizm, jakie znamy. Gimnastyka w granicach rozsądku może zdziałać cuda.

Jim spędza wiele godzin w swojej kancelarii prawnej, ma trójkę dzieci i pracującą żonę, więc siłą rzeczy nie może zbyt dużo czasu poświęcić na wysiłek fizyczny. Mimo to trzy do czterech razy w tygodniu schodzi do piwnicy i ćwiczy przez 20-30 minut na rowerze albo na maszynie wioślarskiej. Potem jest dwudziestominutowy trening z hantlami.

Michael Roizen przyznaje, że śmiał się, gdy przeczytał mój e-mail z programem ćwiczeń męża. Był to bowiem niemal taki sam zestaw, jaki on zaleca jako doskonały sposób na spowolnienie efektów starzenia się

Jim stawia na zdrową żywność i je z umiarem. Jego waga nigdy nie ulegała znacznym wahaniom, ale w ciągu ostatnich 10 lat wyeliminował ze swojej diety wiele niezdrowych produktów i ograniczył wielkość porcji. Dzięki temu bez większego wysiłku zrzucił prawie 5 kilogramów. Cały sekret, jak sądzę, polega na tym, że wprowadzał te zmiany stopniowo, dzięki czemu łatwiej mógł się do nich przyzwyczaić.

Mimo słabości do czekoladowych ciasteczek, Jim je teraz więcej produktów pełnoziarnistych, znacznie mniej tłuszczu i więcej ryb, owoców i warzyw. Ograniczył praktycznie do zera spożywanie czerwonego mięsa.

– Nie mamy pewności, być może jest to kwestia nasyconych tłuszczów, jest jednak w czerwonym mięsie coś, co przyspiesza zapalenie w arteriach. To z kolei powoduje starzenie się skóry, serca i wszystkich organów, do których docierają naczynia krwionośne – mówi Roizen.

W diecie Jima jest ponadto dużo przeciwutleniaczy. Mój mąż dosłownie pożera warzywa i owoce, najchętniej borówki, jeżyny, arbuzy, sałatę rzymską i wszelką ciemną zieleninę. Rośliny te zawierają mnóstwo przeciwutleniaczy, które wiążą się z niestabilnymi molekułami uwalnianymi jako produkt uboczny metabolizmu.

Istnieją dowody na to, że te wolne rodniki, snując się w poszukiwaniu innych cząsteczek, z którymi będą mogły się połączyć, niszczą zdrowe komórki. – Bardzo popieram diety bogate w antyoksydanty – mówi Josephine Briggs z Krajowego Instytutu Zdrowia.

Jednym z silnych przeciwutleniaczy jest witamina E, którą Jim od czterdziestu lat zażywa regularnie w postaci suplementu.

Zdaniem Maret Traber, specjalistki ds. żywienia z Oregon State University, witamina E – sama czy we współdziałaniu z innymi witaminami – nie tylko poprawia wygląd zewnętrzny mojego męża, ale także dobrze wpływa na jego zdrowie. Tę opinię potwierdziły coroczne badania, jakim Jim poddał się w ubiegłym miesiącu. Wyniki były znakomite.

Traber zwraca jednak uwagę, że według niektórych badań suplementy zawierające witaminę E nie mają większego wpływu na zdrowie człowieka, a przy dawkach przekraczających 800 miligramów dziennie mogą być wręcz szkodliwe (Jim bierze 200 miligramów dziennie).

Lista czynników, jakie zdaniem ekspertów decydują o tym, jak mój mąż się starzeje, jest dłuższa. Jim codziennie nawilża swoją skórę, regularnie czyści zęby nicią dentystyczną, dobrze radzi sobie ze stresem, ma pracę, która daje mu wiele satysfakcji, i hobby (fotografia). Ma też zdrowe dzieci i udane małżeństwo. Zdaniem specjalistów szczęście w życiu to istotny element dobrego starzenia się, a Jim, chociaż ciężko pracuje, jest raczej szczęśliwy.

Margaret Webb PresslerThe Washington Post, (M. Mikołajska)